20.01.2006 Teodor Durski „Narodziny nr 2”

Wrzesień 25, 2019

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, kiedy sztukę zdominowały nowe środki wyrazu, grafika – podobnie jak malarstwo – straciła na znaczeniu. Zarówno wśród artystów, jak i krytyków oraz teoretyków sztuki panuje powszechne przekonanie, że nowe technologie i media oferują lepsze i bardziej adekwatne do problemów świata XXI środki wyrazu, gwarantujące możliwość szybkiego i bardziej komunikatywnego kontaktu ze współczesnym odbiorcą. Nie znaczy to oczywiście, że techniki graficzne uległy zapomnieniu, czy całkowitemu zarzuceniu. Nadal wielu twórców posługuje się tą bardzo starą formą artystycznego wyrazu, uważając ją za właściwy nośnik swoich wizji mimo wielowiekowej tradycji (przypomnę, że historia technik graficznych w Europie datuje się od XV wieku, kiedy to upowszechniło się użycie papieru i pojawiły się pierwsze drzeworyty i miedzioryty). Jednak trzeba przyznać, że wśród absolwentów artystycznych uczelni w ciągu ostatnich kilku lat nie pojawił się nikt, kto wykorzystywałby techniki graficzne w sposób świeży, intrygujący, i – co bardzo istotne – zawierający interesujące treści. Wydaje się, że taką postacią jest młody artysta z Łodzi, Teodor Durski.
Kariera tego twórcy rozwija się niezwykle dynamicznie. Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi ukończył zaledwie dwa lata temu, otrzymując nagrodę za najlepszy dyplom roku. Od tego momentu wziął udział w wielu prestiżowych, ogólnopolskich i międzynarodowych wystawach, jak choćby w Międzynarodowym Triennale Grafiki w Krakowie, Ogólnopolskim Triennale Grafiki w Katowicach czy Eurografik – European Culture Integration Bridge w Moskwie.
Prawie każde z wystąpień Teodora Durskiego owocowało nagrodą lub wyróżnieniem; do najbardziej prestiżowych należą z pewnością nagroda specjalna w konkursie im. Władysława Strzemińskiego, nagroda główna Rektora ASP, nagroda na Triennale w Katowicach.

W tym samym czasie artysta intensywnie i z sukcesem prezentował swoje prace na pokazach indywidualnych: w Galerii Fejkiel w Krakowie, oraz galeriach Amcor Rentsch i Opus w Łodzi.
Lawina nagród w krótkim okresie dwóch lat nie dziwi, bowiem twórczość Durskiego rzeczywiście się wyróżnia i przykuwa uwagę. Sama tego doświadczyłam na znakomitym międzynarodowym przeglądzie sztuki współczesnej, jakim było zeszłoroczne Biennale Sztuki w Łodzi. Z pewnością nie jest łatwo zatrzymać przy swojej pracy widza tak ogromnej wystawy – w Biennale i towarzyszących mu prezentacjach brało udział kilkuset artystów. Jednak praca Teodora Durskiego okazała się jedną z tych, które słaniają do wnikliwszego oglądania i zapadają w pamięć. Po całym dniu wędrówki po salach wystawowych wypełnionych migotliwymi ekranami wideo-instalacji, narzucających się obiektów, zdjęć, miałam wrażenie nadmiaru i chaosu i – nade wszystko – nieadekwatności form do proponowanych treści. Pierwszym, przyciągającym wyróżnikiem pracy Durskiego okazała się spójność i jasność kompozycji, oszczędność formy i precyzja wykonania. Grafika zatytułowana „Droga do nieskończoności” anektowała całe pomieszczenie: ściany, podłogę, sufit, pokryte geometrycznym rysunkiem skomplikowanego labiryntu. Wszystkie postaci, uwikłane, uwięzione w owym labiryncie po jego ścieżkach zmierzają do jednego celu. Jest nim czarny okrąg w środku kompozycji, który może być interpretowany jako Centrum Wszechświata, ale także jako czarna dziura, nicość, pustka.
Całość zaaranżowanego przez artystę pomieszczenia sprawiała wrażenie miejsca refleksji i kontemplacji, wchodzący do niego widzowie odruchowo milkli – było to chyba jedyne miejsce narzucające ciszę i skupienie na ruchliwym i gwarnym Biennale.

Głównymi „bohaterami” grafik Teodora Durskiego są nagie postaci ludzkie, najczęściej mężczyźni, czasem także kobiety. Ich ciała są piękne, młode, doskonałe w proporcjach; twarze nieprzeniknione, pozbawione emocji, obojętne. Narysowane precyzyjnie, bez zbędnego detalu, oszczędną ale wyrazistą i pewną kreską, przypominają postaci z antycznych waz greckich. Równie oszczędny i wyrazisty jest kolor tych przedstawień. Najczęściej kompozycja ogranicza się do trzech lub czterech pozornie kontrastujących, po mistrzowsku zestawionych barw i odcieni: plakatowej czerwieni z czernią i dwoma odcieniami szarości, dwóch błękitów z czernią i czerwienią, bieli z czernią i szarością. Spokój tych pięknych postaci jest jednak pozorny. Ich idealne ciała są często w nienaturalny sposób wygięte, skręcone. Nawet kiedy wydaje się, że swobodnie lewitują w nieokreślonej przestrzeni, uważny widz zauważy ich naprężenie, napięcie mięśni, karku, ramion. Przedstawianym przez Teodora Durskiego postaciom często towarzyszą anonimowe dłonie. Przytrzymują za stopy mężczyznę, który zdaje się odlatywać (Coraz bliżej do kosmosu), podpierają kobietę w Ostatnim wtajemniczeniu, odciągają dokądś ciało mężczyzny w Jump – każdego dnia. Jak słusznie zauważają krytycy, owe bezimienne dłonie mogą być interpretowane jako symbol ingerencji elementów obcych, zewnętrznych w życie każdego człowieka, ingerencji nieuniknionej, niezależnej od nas samych a nieuchronnie kształtujących nasz los.
Bardzo charakterystycznym i istotnym elementem kompozycji Teodora Durskiego są geometryczne formy, zawsze towarzyszące portretowanym przez niego postaciom. To one właśnie przesądzają o znaczeniu i symbolicznej zawartości grafik jego autorstwa.
Przypominają labirynty, belki, rusztowania, rzadziej pudła lub zamknięte pomieszczenia.

Sylwety ludzi są w nie wpisane, uwikłane, uwięzione. Postać z Ostatniego wtajemniczenia wisi rozpięta na belce, w odległy, ale sugestywny sposób nasuwając skojarzenie z ukrzyżowaniem. Leżącą figurę Niedaleko od Wenus krępuje labirynt wyznaczający proporcje jej ciała. W pracy Niezupełnie incognito człowiek usiłuje poderwać się z pudła, które go więzi. Czasami portretowanym przez artystę postaciom towarzyszą wielkie czarne lub czerwone koła. Stanowią one cel wędrówki, jak w Coraz bliżej do kosmosu lub przygniatają swoim ciężarem, jak w Być wolnym.

Teodor Durski w swoich grafikach opowiada o sprawach fundamentalnych, najważniejszych. O narodzinach, przemijaniu i śmierci. O marzeniach o wolności i uwikłaniu człowieka we wszystko, co go otacza: w konwencje i konwenanse, losy innych ludzi, zdarzenia i przypadki. Opowiada o ideale, wysiłku w dążeniu do jego spełnienia, a także o niedoskonałości i ułomności. O niespełnieniu. Siłą prac tego artysty jest to, że dotyka spraw uniwersalnych, dotyczących każdego z nas. I że robi to bez zbędnego patosu, bez epatowania cierpieniem, że widzi i potrafi pokazać ich ponadczasowe piękno.